Szarajówka -18 maj 1943 r.  – najokrutniejsza  pacyfikacja

Gmina Łukowa w czasie wojny była bardzo boleśnie doświadczona pacyfikacjami poszczególnych wsi.

Dnia 29 IV 1943 r. we wsiach Borowiec, Głuchy  i Kozaki spalono żywcem 14 osób. Na temat tej akcji Michał Luchowski zeznaje: „w dniu 29 kwietnia 1943 r. w czasie akcji pacyfikacyjnej z zebranej na placu ludności Niemcy wybrali około 14 osób, wpędzili do domu, po czym dom podpalili. Wszyscy ponieśli śmierć w płomieniach. Po akcji widziałem kupę kości po spalonych. Ponadto spalili całą wieś.

W dniu 18 maja we wsi Szarajówka gm. Łukowa Niemcy przeprowadzili pacyfikację należącą do najokrutniejszych  w formie i najstraszniejszych w skutkach nie tylko na Zamojszczyźnie, ale w ogóle w całej Polsce. W dniu tym spalili żywcem 58 osób, zastrzelili 9 oraz znieśli z powierzchni całą wieś. Przebieg akcji według relacji naocznego świadka Franciszka Furgały przedstawiał się następująco:    

„Piękny majowy dzień 18 maja 1943 r. Mieszkańcy wsi Szarajówka pracowali normalnie w swych zagrodach niczego złego nie przeczuwając. Nagle lotem błyskawicy około godziny 9 rozeszła się wieść, że Niemcy otaczają wieś. Zrywam się z miejsca i targany straszliwym przeczuciem wypadam na podwórze. We wsi ruch i popłoch. Z bezładnie rzucanych słów od biegnących mieszkańców dowiaduję się, że wioska jest z trzech stron otoczona przez Niemców i że jedynie od strony Chmielka jest jeszcze nie obstawiona. Przyczyną tego, iż ta strona nie została obstawiona, było, ja się później okazało, spóźnienie się grupy SS, która dopiero w parę minut potem przybyła z Chmielka i gęsto obsadziła lukę w kordonie.

            Kiedy wieś została już okrążona przez oddziały SS i Schupo, do wsi wkroczyły Gestapo i oddziały SS oraz Schupo. Tu rozdzielili się na mniejsze grupy i zaczęli spędzać siłą wszystkich mieszkańców bez różnicy płci i wieku na plac, naprzeciwko domostwa gospodarza Soniaka.

            Z kobietami i dziećmi obchodzono się na razie stosunkowo łagodnie, natomiast mężczyzn bito w okrutny sposób i goniono po całej wsi krzycząc: ″Oddajcie broń bandyci″.

            Szczególnie dotkliwie pobito pięćdziesięcioletniego Teodora Paczwę.

            Ten stan naprężenia trwał do godziny 12 w południe.

            W międzyczasie SS-owcy spędzili wszystek inwentarz z łąk i pola oraz obór, a następnie zrabowali doszczętnie cały dobytek wszystkich mieszkańców ładując go na furmanki.

            Tymczasem na placu, gdzie były same kobiety, dzieci i starcy zapanowała nieopisana panika. Jedni płakali, inni śmiali się, jeszcze inni stali nieruchomo lub modlili się. Przeczuwano jakieś straszne nieszczęście.

            O godz. 12 główny komendant ″wyprawy″ rozkazał wszystkich z placu wpędzić do zabudowań gospodarzy: Macieja Mołdy, Józefa Klechy i Stanisława Krzeszowca. Szczególnie do stajni Mołdy wpędzono dużą ilość osób, przeważnie kobiety i dzieci. SS-owcy bardzo szybko i sprawnie pozamykali wszystkie otwory i drzwi, podpierając je belkami oraz obłożyli budynki słomą. Następnie podpalili wieś w kilkunastu punktach na raz, a między innymi  i budynki, w których zamknięte były nieszczęsne ofiary.

            Równocześnie buchnął w niebo straszliwy, rozdzierający krzyk podobny do jęku palonych żywcem ofiar: krzyki duszonych, modlitwy umierających, piski dziecinnych głosów, płacz niemowląt.

            W pewnym momencie Anastazja Paczwa próbowała ucieczki, cudem chyba odwalając podparty otwór, lecz na zewnątrz dosięgła ją kula.

W niecałe dwie godziny wieś stanęła w płomieniach. Niektóre pokryte dachówką domy jak np. Soniaka, Kuszki nie chciały się palić, Niemcy nosili wówczas do wnętrza słomę, lali benzynę i zapalali.

            Wkrótce ucichły jęki, krzyki i wołanie o pomoc palonych żywcem kobiet i dzieci, wokoło rozlegał się jedynie trzask ognia.

            Około godz. 13 zerwał się silny wiatr przechodząc chwilami w chmurę. Wiatr utrudniał ″pracę″   SS-owcom, gdyż wiał od zachodu na wschód, a wieś leżała z południa na północ tak, iż zamiast rozniecić pożar, lokalizował go. To sprawiło, że Niemcy byli zmuszeni do podpalania każdego budynku  z osobna.

            Około godz. 15 z dobrze zagospodarowanej wsi nie zostało śladu.

W czasie pożaru tu i ówdzie spod budynków wymykały się schylone postacie i korzystając  z silnego dymu kryły się w zbożach. Tak właśnie ocaleli Jan i Władysław Wierzbowscy.

             Około godz. 15. 30 żandarmeria odjechała furmankami w kierunku Tarnogrodu, a SS, Gestapo i Schupo do Biłgoraja.

            Około godziny piątej pożar przygasł i wówczas zauważyliśmy zwęglone ciała popalonych ofiar. Porozrzucane w różnych pozach, z zaciśniętymi kurczowo rękoma.

            Wydobyto zwęglone ciała 58 osób: kobiet i dzieci. Wykopano wspólną mogiłę na brzegu wioski i tam pochowano.

            Jak potem chodziły słuchy, akcja w Szarajówce była zemstą za napad partyzancki na żandarmerię w Tarnogrodzie.”

Prof. dr hab. Jerzy Markiewicz[1]


[1] Jerzy Markiewicz Odpowiedzialność zbiorowa ludności polskiej powiatu biłgorajskiego podczas okupacji hitlerowskiej, PWN 1958, s. 17-18.